W przedwojennych Chojnicach

Chojnice między wojnami. Życie codzienne i niecodzienne.

Rzeźnicy

Do chleba najlepsza jest kiełbasa. Przedwojenne wędliny różniły się od współczesnych wyglądem, smakiem, a przede wszystkim trwałością. Nie było chłodziarek, to i technologia wyrobu była inna. Kiełbasy były peklowane i zaprawiane solą. Mogły wisieć na strychu nawet dwa miesiące. Mniej majętni mieszkańcy miasta mogli kupować w sklepach rzeźnickich tak zwane „końcówki”, czyli to co pozostawało z odkrojonych wędlin. W niektórych masarniach można było dostać za darmo tak zwaną „kiszonkę” (wodę, w której wcześniej gotowane były wyroby). Wędliny i mięso można było wówczas nabyć u: Wojciecha Bakosia z Gimnazjalnej, Hermana Bohla z Młyńskiej, Otto Nehringa i Edmunda Śliwińskiego z Człuchowskiej, Wincentego Brzezińskiego i Władysława Brockiego z Dworcowej, Maksymiliana Szamotulskiego z Koszarowej oraz Pawła Stachowicza z Warszawskiej. Wyśmienitej jakości wyroby wędliniarskie oferowała także firma Bacon Export Chojnice (Rzezalna 6), którą prowadził S. Jasiński. Podobno wyrabiano tam najlepsze w regionie szynki, kabanosy, parówki i pasztety, które wysyłano również za granicę.

Reklama zamieszczona w "Dzienniku Pomorskim".

Reklama zamieszczona w „Dzienniku Pomorskim”.

Next Post

Previous Post

© 2019 W przedwojennych Chojnicach