W przedwojennych Chojnicach

Chojnice między wojnami. Życie codzienne i niecodzienne.

Piłkarze Chojniczanki

Jeszcze w 1930 roku klub zgłosił akces do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Drużynę zakwalifikowano do rozgrywek w klasie B, gdzie rozgrywała mecze z tak utytułowanymi drużynami jak: „ Bałtyk” Gdynia, „Wisła”  Tczew, „ Amator” Bydgoszcz. Natomiast dla zweryfikowania swych sił futboliści „Chojniczanki” rozgrywali wiele spotkań towarzyskich z miejscowymi drużynami. Wyjściową jedenastkę „Chojniczanki” stanowili wówczas: Szulc, Schwanitz, Wogatzki, Nurnberg, Doege, Schreiber, Pepliński, Deja, Lubiński, Szamotulski, Schewe.  Mecze rozgrywano wówczas na boisku w Lasku Miejskim. Przygoda drużyny w  B klasie trwała tylko rok. Zespół okazał się zbyt słaby i spadł do C klasy.

Początki klubu były niezwykle trudne, bowiem piłkarze natrafiali na różne, często niespodziewane trudności. „ Solą w oku” klubowych działaczy był brak funduszy. Działacze postanowili więc szukać ich u sponsorów, zwanych wówczas darczyńcami. Dzięki tym działaniom klub zakupił nowe koszulki i walizki na sprzęt. Nie wszystko udawało się jednak tak dobrze jak pozyskiwanie darczyńców.

Atmosferę tamtych lat oraz trudności z jakimi borykał się klub odzwierciedla najpełniej relacja redaktora „Dziennika Pomorskiego”: „Ostatnia niedziela przyniosła nam miłą niespodziankę w postaci rekordowej wprost, jak na Chojnice, ilości widzów na pierwszych meczach piłkarskich. Świadczy to wymownie o tem, że sporty nie zwykło się już u nas identyfikować z karkołomnemi wybrykami pewnych narwańców. Zainteresowania tego jednak nie podzielają czynniki mające piecze nad zdrowiem obywateli. Na boisku bowiem uderzał wprost brak siedzeń dla widzów. Nie mówiąc o wspaniałej trybunie, na którą żaden z dorosłych w obawie o swe życie nie ważył się wejść, pozostało wszystkiego coś osiem ławek. W jaki sposób ów tysiąc niedzielnej publiczności miał się na nich rozlokować pozostaje tam tajemnicą. (…) Gorzej sprawa się ma z samem boiskiem. Przedstawia one pole obsiane dołami, kałużami i kępami trawy. Gdzieniegdzie jeszcze są porozrzucane skocznie i rzutnie lekkoatletyczne, których wystające progi przedstawiają śmiertelne niebezpieczeństwo dla pędzącego piłkarza. Bramki piłkarskie przedstawiają widok opłakany. Jedną zdołano przed meczem z biedą szczęśliwie sklecić, dla drugiej nie starczyło już na poprzeczkę. Przed zgórą miesiącem wszystkie miejscowe kluby sportowe wystosowały do władz wspólny wniosek o postawienie na boisku stałych bramek i szatni. Zawodnicy po większej części muszą się przebierać gdzieś w krzakach. Dotąd nie otrzymano od owej władzy odpowiedzi. Także boisko nie odpowiada najprostszym przepisom higjeny i tak np. nie ma w całej okolicy kropli wody do użytku spoconych i okurzonych zawodników”

(„Dziennik Pomorski” z 17.04.1930 r.)

Drużyna Chojniczanki 1930 Chojnice na stadionie miejskim. Fotografia w zbiorach autora.

Drużyna Chojniczanki 1930 Chojnice na stadionie miejskim. Fotografia w zbiorach autora.

Next Post

Previous Post

© 2019 W przedwojennych Chojnicach